Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
84 posty 607 komentarzy

Krukowisko

Kruk63 - Wolnomyśliciel, jak kot chadzający najchętniej własnymi ścieżkami po lesie myśli ludzkiej.

Co dzieli nas, Polaków?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Religia u podłoża wojny polsko-polskiej.

Wrogie sobie stronnictwa w społeczeństwie polskim znowu strzelają. Tym razem z powodu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jednych krew zalewa, że Owsiak już 25 lat tak koncertuje, a drugich, wylana krew tych pierwszych, mobilizuje do jeszcze większych wpłat na konto Orkiestry. W naszej nowożytnej historii (czyli od okrągłego stołu), co chwila dochodzi do starcia tych dwóch obozów, a amunicja używana w starciach, coraz bardziej parszywieje i zaczyna zbliżać się do poziomu rynsztoka. Świadczy to tylko o tym, że emocje dawno oderwały się od racjonalnych przesłanek sporu i teraz żyją już własnym życiem. Wygląda na to, że nie ma szans na porozumienie, chyba że obydwie strony zobaczą swoją postawę w nowym świetle.

Kiedy patrzę na wszystkie przeszłe powody konfliktów, widzę ich jeden wspólny mianownik. Jest nim stosunek do kościoła katolickiego i religii. Zaczęło się chyba wtedy, kiedy ZChN pokazało swoją twarz gorliwego ministranta, a kilka lat później Kwaśniewski został Prezydentem RP. Komunista został prezydentem kilka lat po obaleniu komuny! Doprawdy, siła negatywnego oddziaływania ZChN na postawę wyborców musiała być naprawdę duża. Od tego czasu mieliśmy spektakle realizowane pod tytułem aborcja albo religia w szkole, w bardzo regularnych odcinkach czasu, pompując emocje coraz wyżej. Po tragedii pod Smoleńskiem, świadomość straty i krzywdy, jaka spotkała nasz naród, osiągnęła naprawdę wysoki poziom. Przeprowadzona wtedy prowokacja prześmiewców żałoby narodowej, sprawiła, że obóz katolików poczuł się jak na wojnie i okopał w warownej twierdzy. To od tego czasu emocje zaczęły przeważać nad rozumem i teraz, do podsycenia ognia wystarczy tylko rzucić hasło w mediach, aby podział społeczeństwa jeszcze się pogłębiał.

Jako osoba głęboko wierząca w Boski porządek na świecie i stawiająca indywidualne relacje z Bogiem na pierwszym miejscu w hierarchii spraw ludzkich, uważam, że wszelkie odstępstwa od tej reguły są przyczyną powstawania silnych, podświadomych napięć w psychice człowieka. Im człowiek jest bardziej wrażliwy, tym te napięcia stają się bardziej bolesne. Z mojej perspektywy postronnego obserwatora, sprawa konfliktu między Polakami nad religią, staje się dość oczywista. Przyczyną jest poniekąd jakość oferty duchowej, jaką oferuje Kościół Katolicki. Trzeba przyznać, że KK daje bardzo ubogą namiastkę duchowości swoim wiernym, przy okazji wprowadzając programy obniżające ich samoświadomość oraz poczucie własnej wartości. Jednak na naszym polskim podwórku pozostaje praktycznie monopolistą duchowości. Pewnie dlatego, wedle zasady: z braku laku i kit dobry, oraz z uwagi na nasze naturalne predyspozycje do traktowania relacji z Bogiem na pierwszym miejscu, ilość wiernych praktykujących jest ciągle tak duża. Aby nie było wątpliwości, mówię o góra 20 % społeczeństwa, które regularnie przyjmuje sakramenty. Reszta, czyli 30% Polaków, która chodzi do kościoła, to dla mnie, ci trochę mniej wrażliwi, którzy nie odczuwają bólu oddzielenia od boskości, a poza tym lubią przebywać w stadzie. Druga połówka, składa się z podobnie niewrażliwej większości, która pozostaje obojętna na ducha i jakikolwiek sens życia, oraz opozycji do gorliwych katolików, licząca podobnie około 20% naszej populacji. Dla tych 20%, doktryna katolicka swoim niedopracowaniem, stanowi wystarczający powód, aby trzymać się od religii z daleka (z uwagi na monopol KK). Jednak ich wrażliwość sprawia, że sprawy religijne uwierają, stają się powodem do niepokojów, nadmiernych emocji i emocjonalnych reakcji. Emocje budzą zwłaszcza próby wejścia katolików na tereny do tej pory neutralne religijnie.

Katolicy, co dla mnie nie ulega wątpliwości, podświadomie czują słabość wyznawanej doktryny i stąd tak wojownicze u nich nastroje, bo otwarcie na argumenty przeciwnej strony, oznacza zagrożenie dla fundamentu ich życia. Kto by potrafił spokojnie to przyjąć? Tak więc lepiej pozostawać zamkniętym.

Myślę, ze jest ktoś doskonale świadomy naszych duchowych skłonności i dobrze rozgrywa te rozterki, utrzymując nas w podziale. Kto wie, może czyni to we własnym interesie?

Nie tak dawno przeczytałem gdzieś wspomnienia z imprezy, na której ładnych parę lat temu bawili się polscy agenci razem z agentami Izraela. Kiedy już lody puściły, jeden z Izraelczyków powiedział że my Polacy, kiedy jesteśmy zjednoczeni, jesteśmy nie do pokonania i stanowimy wtedy naprawdę potężną siłę, z którą każdy musi się liczyć.

Mieliśmy we własnej historii taki okres, kiedy byliśmy zjednoczeni, mam na myśli okres I Rzeczypospolitej. I faktycznie byliśmy wtedy potęgą.

KOMENTARZE

  • @
    //Mieliśmy we własnej historii taki okres, kiedy byliśmy zjednoczeni, mam na myśli okres I Rzeczypospolitej. I faktycznie byliśmy wtedy potęgą.//

    Polacy stanowili wtedy ok 40%, Rusinów było więcej. Czy byliśmy zjednoczeni? Czasami tak, czasami nie:)

    Wojna Gdańska z Rzecząpospolitą.

    //Batory, wybrany na króla Polski pod hasłem "wojennego nam trzeba pana", nie zawiódł oczekiwań swoich wyborców i przystąpił szybko do działań odwetowych względem nieposłusznego miasta. Wezwał tedy Gdańsk na królewski sąd do Malborka, ale przedstawiciele Miasta nie stawili się tam, co było o tyle logiczne, że nie mogli się stawić na "królewski sąd" osoby, której za króla nie uznawali. Wobec takiej postawy, Batory 15 września 1576 r. wyznaczył pięciodniowy termin oczekiwania na gdańską pokorę, a wobec jego bezskutecznego upływu, 24 września 1576 r. obłożył Gdańsk banicją, za rzekomą zdradę stanu. Spowodowało to wybuch nastrojów antypolskich i antykatolickich w Mieście. Tłumy ruszyły na "polskie" klasztory Karmelitów, Dominikanów i Brygidek oraz na oliwską siedzibę Cystersów. Jednocześnie przystąpiono też do "czyszczenia przedpola", czyli palenia wsi wokół Gdańska, motywując to koniecznością wojenną. Dziwnym jednak trafem najbardziej strategicznie położone, a przez to skazane na unicestwienie, były dobra biskupa włocławskiego Stanisława Karnkowskiego oraz dobra katolickich klasztorów. W ten sposób spłonęły m.in. Sopot i Brzeźno. Przewidując, że konflikt z Batorym nie zakończy się wymianą not dyplomatycznych, Gdańszczanie postanowili zatroszczyć się o stan wojska i fortyfikacji. W tym celu zlecono miejskiemu budowniczemu, Janowi Kramerowi, zajęcie się miejskimi umocnieniami, zwiększono liczebność miejskich oddziałów sprowadzając z Danii najemników i powołując tzw. kompanie obywatelskie spośród mieszczan oraz zaczęto się rozglądać za odpowiednim dowódcą dla tej armii.//
    http://rzygacz.webd.pl/index.php?id=42,258,0,0,1,0
  • @Autor
    "(...) otwarcie na argumenty przeciwnej strony, oznacza zagrożenie dla fundamentu ich życia."

    Kwestia nie dotyczy wyłącznie katolików ani wyłącznie religii. To dotyczy każdej ideologii kolektywistycznej, uznającej zbiorowość ludzi za wartość najważniejszą. Konsekwencją takiego podejścia musi być odrzucenie wszelkich argumentów sprzecznych z ideologią grupy, gdyż każdy taki argument jest zagrożeniem dla spoistości takiej zbiorowości czyli zagrożeniem dla jej istnienia.
    Sam szanowny Autor także wydaje się wpadać w taką pułapkę kolektywizmu, marząc o zjednoczonych Polakach czyli o Polakach upakowanych w jedną grupę, pozbawionych jakiegokolwiek indywidualizmu. Jedną grupę w której nie byłoby żadnych przeciwieństw, żadnych przeciwnych argumentów.
    Czyli chciałby szanowny Autor nie otwarcia na argumenty przeciwnej strony lecz prostego usunięcia takich argumentów.
  • @programista 09:14:05
    Nie po to ludzie posługujący się jednym językiem, posiadający określone zwyczaje i kulturę, grupują się w narody, aby tym samym siebie ograniczać, spłaszczać, równać do pionu. Naród, przynajmniej w teorii, to taka organizacja, która stwarza optymalne warunki dla rozwoju wszystkich jego obywateli, niezależnie od indywidualnych preferencji. To nie to samo, co religia, lub partia, która wymaga od swoich wiernych/członków podporządkowania się określonej idei przewodniej. Widzę, ze myli Pan podstawowe pojęcia.
  • @Krzysztof Szotowicz 09:27:00
    "Naród, przynajmniej w teorii, to taka organizacja, która stwarza optymalne warunki dla rozwoju wszystkich jego obywateli, niezależnie od indywidualnych preferencji."

    Szanowny Autor chyba rozumie że taka definicja narodu to jedynie zestaw "pobożnych życzeń" a nie rzeczywistość.
    W polskiej praktyce idee narodowe przekształcają się w idee narodu plemiennego, etnicznego i rasowego, wykluczającego wszystkich tych którzy wyrażają jakiekolwiek wątpliwości czy też wykazują się niedostatecznym entuzjazmem. Takiego narodu, któremu wrogie są wszystkie osoby nie należące do niego. Takie jest nasze dziedzictwo okresu zaborów - okresu tworzenia narodu polskiego.
  • @programista 09:52:39
    „Takiego narodu, któremu wrogie są wszystkie osoby nie należące do niego.” - To jakaś chora koncepcja! Pan naprawdę tak uważa? Nie wiem jak można z definicji uważać za wroga wszystkie inne nacje. A nawet jak nie wszystkie inne, to przynajmniej te sąsiednie. W sumie musiałoby się to sprowadzać, do tego, że z powodów zaszłości historycznych elementem spajającym naród Polski powinna być nienawiść do Rosjanina i Niemca. Polecam odbyć jakieś podróże zagraniczne i pogadać obcokrajowcami. To dobrze robi na taką gorączkę.

    Ale wracając do przedmiotu dyskusji, wcale nie uważam, że przytoczona przeze mnie definicja, to jedynie zestaw pobożnych życzeń. Aby poczuć się narodem, naprawdę, nie potrzeba nic więcej poza świadomością wspólnoty, którą łączy język, kultura i przeżyta historia. Każda dodatkowa ideologia, która miałaby jakoś mocniej spajać naród, to zwykle efemeryda, która sprowadza w końcowym efekcie naród do katastrofy. Dlatego będę się upierał przy swoim.
  • @programista 09:14:05
    "Kwestia nie dotyczy wyłącznie katolików ani wyłącznie religii. To dotyczy każdej ideologii kolektywistycznej, uznającej zbiorowość ludzi za wartość najważniejszą.

    Owszem jeżeli chodzi o ideologię to tak. Zresztą każda wartość, kiedy uznajemy ją za najważniejszą staje się wartością samą w sobie, zamykającą na wartości wyższego rzędu – idolem, demonem, bożkiem).

    Jest jednak naturalna relacja indywidualnego i wspólnotowego. Według niej i wartości, i interesy wspólnotowe realizuje się wcześniej jak wartości i interesy indywidualne – wręcz te ostatnie w powiązaniu z tymi pierwszymi.

    Mamy więc tu pierwszeństwo skupiania się wokół troski o dobro wspólne rodziny, spółdzielni, czy narodu (w tym państwa będącego najważniejszym z tych dóbr), a dopiero kiedy zagrożenia dla istnienia i funkcjonowania wspólnot są usunięte, sens ma przechodzenie do realizowania interesów osobistych.

    Bez tego nie byłoby naszej zdolności organizowania się w jakiekolwiek odpowiedzialne związki, podejmowania działań wspólnych od obrony koniecznej zaczynając.

    Tu trzeba podkreślić, że równie złe są ideologie uznające ludzki indywidualizm za wartość najważniejszą.

    Można to uogólnić w twierdzeniu, iż życie w ludzkiej zbiorowości jest dobre i bardzo dobre. Zły jest tylko niedostatek wspólnoty (indywidualizm, liberalizm), oraz nadmiar wspólnoty (kolektywizm, komunizm, socjalizm).

    Tak w ogóle to rację ma Autor, bo cała notka jest w temacie „Co dzieli nas, Polaków?”, czyli dotyczy Narodu Polskiego, a nie ideologii.
    Ideologie to patologia – zaś naród to idea stawiająca sobie szczytne cele, idea do której wciąż trzeba dorastać, podobnie ja dojrzewać w człowieczeństwie (wartości ludzkie), czy stawać się „doskonałym, jak doskonałym jest Ojciec nasz niebieski” (wartości religijne).
  • @Krzysztof Szotowicz 10:37:26
    Przecież obcokrajowcy nawet chcieli przyjść do nas sami byśmy mogli ich poznać. Jak Polacy na to zareagowali? Roztaczaniem apokaliptycznych wizji mordów i gwałtów, straszeniem islamską inwazją, nawoływaniem niemal do religijnej krucjaty. Ilu polityków osiągnęło korzyści z rozniecania takich emocji?
    Jak byli traktowani ci, którzy uważali że "Aby poczuć się narodem, naprawdę, nie potrzeba nic więcej poza świadomością wspólnoty", a zatem że uchodźcy nie stanowią dla narodu żadnego zagrożenia? Czy nie pojawiało się wobec nich określenie "zdrajca"?

    Twierdzi szanowny Autor, że etniczna koncepcja narodu to "efemeryda, która sprowadza w końcowym efekcie naród do katastrofy". Mimo tego ta koncepcja występuje i ma wielu wyznawców, co można poznać nawet tylko po lekturze notatek na tym portalu. Nie można zatem w żadnym razie udawać że takiego zjawiska nie ma.

    Proszę zauważyć że przyjęcie określenia iż: "Aby poczuć się narodem, naprawdę, nie potrzeba nic więcej poza świadomością wspólnoty, którą łączy język, kultura i przeżyta historia." w konsekwencji eliminuje w ogóle jakikolwiek sens czegoś takiego jak "zjednoczenie". Język, kultura i historia nie podlegają zjednoczeniom czy podziałom.
    Zjednoczenie ma sens wyłącznie wtedy, gdy naród jest rozumiany jako kolektywna grupa - czyli np. zgodnie z kryterium etnicznym.
  • @programista 09:52:39
    "W polskiej praktyce idee narodowe przekształcają się w idee narodu plemiennego, etnicznego i rasowego, wykluczającego wszystkich tych którzy wyrażają jakiekolwiek wątpliwości czy też wykazują się niedostatecznym entuzjazmem. Takiego narodu, któremu wrogie są wszystkie osoby nie należące do niego. Takie jest nasze dziedzictwo okresu zaborów - okresu tworzenia narodu polskiego".

    To są same bzdury.

    Naród to więcej jak ród, więzy krwi, czy wspólnota etniczna - to przede wszystkim wspólnota wartości.

    To nie narodowi "wrogie są wszystkie osoby nie należące do niego", a szowinistom.

    Naród Polski tworzył się wokół wartości religii chrześcijańskiej od roku 966, a nie w okresie zaborów.
  • @miarka 11:13:35
    "Bez tego nie byłoby naszej zdolności organizowania się w jakiekolwiek odpowiedzialne związki, podejmowania działań wspólnych od obrony koniecznej zaczynając."

    Przecież to właśnie "ludzki indywidualizm" nakazuje współpracę z innymi ludźmi bo dzięki temu uzyskuje się większe indywidualne korzyści. Nie ma potrzeby zatem wymyślania jakichkolwiek nowych wartości, wystarczy po prostu uznawać wartość własnego indywidualnego życia.

    "Mamy więc tu pierwszeństwo skupiania się wokół troski o dobro wspólne rodziny, spółdzielni, czy narodu (...)"

    Czyli wokół czego konkretnie? "Dobro wspólne" jest takim pojęciem, którego znaczenie każdy człowiek w konkretnych szczegółach rozumie inaczej. Z tego powodu trudno jest stworzyć zestaw obiektywnych zasad uznawanych i przestrzeganych przez wszystkich. W konsekwencji "dobro wspólne" sprowadza się do widzimisię przywódców a kto się z takim rozumieniem nie zgadza jest uznawany za wroga.

    "Tu trzeba podkreślić, że równie złe są ideologie uznające ludzki indywidualizm za wartość najważniejszą."

    Najpierw trzeba by było zdefiniować kryteria wg których szanowny Pan dokonuje oceny moralnej.
  • @miarka 11:25:35
    Naród Polski w okresie I Rzeczypospolitej określał się poprzez państwo. Każdy obywatel państwa Polskiego należał do narodu Polskiego, bez względu na etniczną przynależność.
    Rozbiory i likwidacja państwa Polskiego zlikwidowały taką właśnie możliwość rozumienia narodu. Dlatego też nastąpił powrót do narodu etnicznego, co jednocześnie spowodowało powstanie aspiracji narodowych u Ukraińców czy Litwinów.
    Polecam eseje Andrzeja Walickiego o nacjonalizmie - wyjaśnia on w nich szczegółowo te kwestie.
  • @programista 11:53:42
    //Polecam eseje Andrzeja Walickiego o nacjonalizmie - wyjaśnia on w nich szczegółowo te kwestie.//

    Andrzej Walicki //Był jedną z osób (m.in. obok L. Kołakowskiego, B. Baczko czy J. Szackiego) tworzących tzw. „warszawską szkołę historii idei”.//

    //Tadeusz Kroński
    Jest uważany za ojca duchowego tzw. warszawskiej szkoły historyków idei, stworzonej przez jego uczniów (m.in. Leszka Kołakowskiego, Bronisława Baczkę, Krzysztofa Pomiana).
    Jednocześnie był jednym z intelektualistów najbardziej zaangażowanych w tworzenie stalinizmu w Polsce. Często przytaczana jest jego wypowiedź z prywatnego listu do Czesława Miłosza: "Kto daje nam gwarancję, że ten ustrój, który umożliwia wolność i postęp, przejdzie przez wszystkie niebezpieczeństwa? Na kim się opieramy? Górnicy, część robotników i nawet Żydów (myślę, że nie więcej jak 20%). Że większość jest jeszcze przeciw nam, to dlatego mamy zrezygnować z takiej szansy historycznej. No więc i ja czasem celowo daję się ponieść temperamentowi: My sowieckimi kolbami nauczymy ludzi w tym kraju myśleć racjonalnie bez alienacji" (T. Kroński do Cz. Miłosza, 7 grudnia 1948, Cz. Miłosz, Zaraz po wojnie. Korespondencja z pisarzami 1945-1950, Wydawnictwo Znak, Kraków 1999).//

    ps Wstyd programisto.
  • @Arjanek 12:28:33
    Czy szanowny Pan rozumie co napisał?
    Ocenia Pan człowieka na podstawie fragmentu jednego listu napisanego przez kogoś uważanego "za ojca duchowego tzw. warszawskiej szkoły historyków idei", do której ten człowiek jest zaliczany.
    Czy Pan rozumie jak bardzo taka ocena świadczy o samym oceniającym, jak pokazuje całkowitą niewiedzę oceniającego dotyczącą tematu który ocenia?
  • @Katana 14:36:48
    Może to inna proporcja masy mózgu do masy ciała powoduje że "zgrzytów" jest między ludźmi więcej.
  • @programista 11:48:46
    ""Bez tego nie byłoby naszej zdolności organizowania się w jakiekolwiek odpowiedzialne związki, podejmowania działań wspólnych od obrony koniecznej zaczynając."

    Przecież to właśnie "ludzki indywidualizm" nakazuje współpracę z innymi ludźmi bo dzięki temu uzyskuje się większe indywidualne korzyści. Nie ma potrzeby zatem wymyślania jakichkolwiek nowych wartości, wystarczy po prostu uznawać wartość własnego indywidualnego życia."

    Ależ skąd. To, co prezentujesz to zwykły, ordynarny materializm.
    Ograniczasz człowieka w kategorii hierarchii potrzeb Abrahama Maslowa wymyślonej na użytek ideologii komercjalizmu .

    Człowiek to jednak byt zrównoważony - tak materialny, jak duchowy, a nadto z celami duchowymi. Włada nad swoją sferą potrzeb, ale służy sferze wartości.
    A byt duchowy jest właśnie określany przez szkielet wartości. One są najpierw wartościami duchowymi. Jako duchowe wyznaczają potrzeby temu, co materialne i wymuszają służebność tego co materialne duchowi. Wartości, którym służymy, to wartości w miarę ich stawania się wartościami coraz bardziej duchowymi, wartościami wyższego rzędu, ludzkimi (nie mylić z humanizmem).

    Twoje upieranie się przy indywidualiźmie jest w ogóle bez sensu przez to, że człowiek to mężczyzna i kobieta, nie mężczyzna lub kobieta, albo jeszcze wyżej: Bóg to Trójca Święta: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty.
    Również więź z Bogiem wskazuje na pierwszeństwo celów wspólnoty dzieci Bożych przed celami osobistymi.

    Tu masz jasny wniosek, że najpierw jest wspólnota, a dopiero przy niej liczą się nasze cechy i cele indywidualne.


    "Czyli wokół czego konkretnie? "Dobro wspólne" jest takim pojęciem, którego znaczenie każdy człowiek w konkretnych szczegółach rozumie inaczej... W konsekwencji "dobro wspólne" sprowadza się do widzimisię przywódców".

    Uciekasz w abstrakcję, popierasz patologie.

    Ja pisałem wyraźnie o "dobru wspólnym rodziny, spółdzielni, czy narodu". To "rodzina, spółdzielnia, czy naród" jest tu jedynym właścicielem.
    "Dobro wspólne" jako takie nie istnieje - to abstrakcja i ideologiczna manipulacja tego, kto dla swoich sprzeniewierzeń szuka kłamliwych argumentów, że to "dla naszego dobra".
    On jest tylko upoważniony do bieżącego zarządu - nie do decydowania w tych sprawach.
    Decyzja należy do właściciela.

    Nie "przywódca" tu jest władzą, żeby decydować, a "rodzina, spółdzielnia, czy naród", w których ten "przywódca" pełni rolę służebną.
    Samouprawniające się decyzje takiego "przywódcy", choćby "demokratycznie wybranych władz politycznych", a bez konkretnego mandatu z referendum są nieważne, a wszelkie tu dokonane przekręty trzeba rozliczyć.
  • @programista 11:53:42
    "Naród Polski w okresie I Rzeczypospolitej określał się poprzez państwo. Każdy obywatel państwa Polskiego należał do narodu Polskiego, bez względu na etniczną przynależność".

    Cóż za bzdurny wymysł?
    To po co by była nazwa "Rzeczpospolita Obojga Narodów"? Również jasno określone były relacje między innymi narodami, czy między narodami a Rzeczpospolitą (np. przywileje dla Żydów), czy religiami (opieka polskich biskupów nad Żydami).

    Rzeczpospolita nic nie miała przeciwko odrębnościom narodowym.
    Oczywiście do czasu, kiedy wewnętrzne narody nie uznawały pierwszeństwa wartości Narodu Polskiego w życiu publicznym.


    "Rozbiory i likwidacja państwa Polskiego zlikwidowały taką właśnie możliwość rozumienia narodu. Dlatego też nastąpił powrót do narodu etnicznego, co jednocześnie spowodowało powstanie aspiracji narodowych u Ukraińców czy Litwinów.
    Polecam eseje Andrzeja Walickiego o nacjonalizmie - wyjaśnia on w nich szczegółowo te kwestie"

    Może i poczytam, ale to już na pierwszy rzut oka bzdury.
    Zaczynając od stanu wyjściowego, po te "aspiracje narodowe u Ukraińców czy Litwinów" które były organizowane z zewnątrz, a nie z jakichś wydumanych konsekwencji krzywd ze strony polskiego nacjonalizmu.
    Np. rebelia Chmielnickiego to była za pieniądze londyńskiego City i z faktyczny przywódcą Cameronem (tłumaczony jako Krzywonos), naród ukraiński organizowali w XIX wieku Niemcy, a UPA to też dzieło Niemców, których Ukraińcy poparli a nawet do nich dołączyli - zresztą tam się później schronił Bandera). Z Litwinami podobnie - zresztą ci, co się po dziś dzień podają za Litwinów to są Żmudzini.
  • @miarka 15:06:05
    Człowiek by żyć potrzebuje materii. Gdy przestanie żyć przestanie także istnieć jakakolwiek jego duchowość. Ponadto człowiek potrafi działać, czyli modyfikować otaczającą go materię, po to by osiągnąć materialne cele. Po to by przedłużyć swoje materialne życie.
    Fakt, to jest zwykły, ordynarny materializm - jednak tak jesteśmy stworzeni.

    "Również więź z Bogiem wskazuje na pierwszeństwo celów wspólnoty dzieci Bożych przed celami osobistymi."

    W chrześcijaństwie zbawienie każdy człowiek osiąga indywidualnie, każdy będzie indywidualnie sądzony za własne czyny. Każdy człowiek posiada indywidualnie wolną wolę i indywidualnie dopuszcza się grzechów.

    " To "rodzina, spółdzielnia, czy naród" jest tu jedynym właścicielem."

    Jak praktycznie wspólnota jako właściciel podejmuje decyzje? Nie chodzi o górnolotne zapewnienia o upoważnieniach czy ważności ale o realne, materialne życie. A w realnym materialnym życiu występują takie sytuacje gdy podjęcie decyzji musi być błyskawiczne. Nie ma wtedy czasu na narady, przekonywania i kompromisy. Decyduje przywódca - bo takie jest życie. Bo zbiorowe podejmowanie decyzji zabiera cenny czas, który może być przeznaczony na działanie.

    Co jest własnością takich wspólnot jak "rodzina, spółdzielnia, czy naród"?
  • @programista 15:57:04
    "Człowiek by żyć potrzebuje materii. Gdy przestanie żyć przestanie także istnieć jakakolwiek jego duchowość. Ponadto człowiek potrafi działać, czyli modyfikować otaczającą go materię, po to by osiągnąć materialne cele. Po to by przedłużyć swoje materialne życie".

    Ależ ja tego nie neguję, tylko patrzę szerzej:
    "Człowiek to jednak byt zrównoważony - tak materialny, jak duchowy, a nadto z celami duchowymi. Włada nad swoją sferą potrzeb, ale służy sferze wartości" itd.


    "Fakt, to jest zwykły, ordynarny materializm - jednak tak jesteśmy stworzeni".

    Nie. Jesteśmy stworzeni z ciała i ducha.


    ""Również więź z Bogiem wskazuje na pierwszeństwo celów wspólnoty dzieci Bożych przed celami osobistymi."

    W chrześcijaństwie zbawienie każdy człowiek osiąga indywidualnie, każdy będzie indywidualnie sądzony za własne czyny...".

    Znowu się nie mogę zgodzić.
    Zbawienie nie jest abstrakcją oderwaną od życia. Aby zostać zbawionym najpierw trzeba żyć. To jest nasz ludzki priorytet, a nie szukanie sztuczek, żeby się zbawić.


    "...Każdy człowiek posiada indywidualnie wolną wolę i indywidualnie dopuszcza się grzechów".

    Właśnie. Dopuszcza się indywidualnie, bo nie żyje "Jak Bóg przykazał" w relacjach wspólnotowych.

    Właśnie w tej wypowiedzi chodzi mi o "pierwszeństwo celów wspólnoty dzieci Bożych przed celami osobistymi."


    "Jak praktycznie wspólnota jako właściciel podejmuje decyzje? Nie chodzi o górnolotne zapewnienia o upoważnieniach czy ważności ale o realne, materialne życie. A w realnym materialnym życiu występują takie sytuacje gdy podjęcie decyzji musi być błyskawiczne. Nie ma wtedy czasu na narady, przekonywania i kompromisy. Decyduje przywódca - bo takie jest życie. Bo zbiorowe podejmowanie decyzji zabiera cenny czas, który może być przeznaczony na działanie".

    A czyż ja tego nie opisałem jako zarząd bieżący?
    A tu chodzi o decyzje mające wpływ na ilość i jakość tych dóbr również w sensie dalekowzrocznym i z odpowiedzialnością również za tych członkówmarodu, którzy jeszcze nie decydują, a nawet się jeszcze nie narodzili.


    "Co jest własnością takich wspólnot jak "rodzina, spółdzielnia, czy naród"?

    Najpierw dom, własność i ojczyzna. Wszystkie rezerwy i zasoby, przestrzenie, czy rynki, środki obrony... - to co niezbędne by wykonywać swoje funkcje, których nie są w stanie zapewnić sobie jednostki same, czy swoją indywidualną zaradnością.
  • @programista 15:57:04
    "W chrześcijaństwie zbawienie każdy człowiek osiąga indywidualnie, każdy będzie indywidualnie sądzony za własne czyny".

    Jeszcze jedna myśl. Męczennicy. Oni nie obstają przy wierze aż do śmierci motywowani indywidualistyczną żądzą uzyskania zbawienia.
    To byłby egoizm.

    Oni robią to z miłości do tych co zostaną przy życiu po to, aby wiedziali, że słusznej wiary trzeba bronić, bo w niej jest zdolność przetrwania naszych wspólnot.

    Właśnie to, co robimy dla naszych wspólnot jest podstawowym usprawiedliwieniem dla naszych "własnych czynów", czyli tutaj: popełnianych grzechów z motywem obrony tego co kochamy jako dobre, czego wzrostu chcemy dla niego samego i całej wspólnoty dobrych ludzi.
  • Autor
    Czy mógłby Pan wykasować z tej dyskusji uciążliwy bełkot Katany - trolla i antypolaka, a nawet ideologa korporacjonizmu-syjonizmu-globalizmu i buddyzmu?

    Dochrapał się typ bana u mnie, a teraz chodzi za mną jak smród po gaciach i szuka dziury w całym. Humor psuje.

    Mam w przygotowaniu notkę o trollingu, ale póki co ...?
  • @dwie polski
    Chyba wszystkim byłoby łatwiej, gdyby doszło do podziału Polski na dwie: na Polskę laicko-materialistyczną, poczuwającą się do dziedzictwa Rewolucji Francuskiej, pruskiego drylu i dążącej do prymatu prawa cywilnego (stanowionego) nad prawem naturalnym, z kultem doraźności i izolacjonizmu i Angeli Merkel

    oraz na Polskę Tradycjonalistyczno-Monarchistyczną, z silną rolą Kościoła Katolickiego, poczuwającą się do dziedzictwa kulturalnego i roli historycznej, jaką wyznaczyła nam przeszłość.

    Z granicą przebiegającą od Białegostoku z wybrzuszeniem w stronę Zakopanego.

    Kompromis między tymi dwiema "polskościami" jest baaardzo koślawy i utrudniony. Łatwiej tej pierwszej dogadać się z Niemcami, a tej drugiej - z Ukrainą, niż wzajemnie ze sobą.
  • @maharaja 15:40:51
    "Kompromis między tymi dwiema "polskościami" jest baaardzo koślawy i utrudniony. Łatwiej tej pierwszej dogadać się z Niemcami, a tej drugiej - z Ukrainą, niż wzajemnie ze sobą".

    Soczysty wniosek, ale nie. W kwestich moralnych kompromisu nie ma. One stoją na logice - albo coś jest, albo tego nie ma. Albo będziemy żyli, albo nie.

    W obu przypadkach te "kompromisy" to byłaby zdrada.

    Mamy rację moralną, bronimy dobra moralnego, to nigdy nie wolno nam tworzyć związków, w których mielibyśmy wroga wewnętrznego.

    A tak Niemcy jak Ukraińcy, jako wrogowie wciąż nie ukarani za swoje zbrodnie, jako winowajcy, którzy wciąż nie naprawili skutków swoich win, którzy nie żałują zła, które nam wyrządzili, a więc i nie zamierzają się poprawiać, nie mogą spotkać się z przebaczeniem, bo bylibyśmy samobójcami, gdybyśmy to zrobili.
    A bez przebaczenia nie ma budowy zgodnej jedności: "Nie ostoi się dom skłócony".

    Władze państwowe, których pierwszym obowiązkiem jest bronić tego co dobre dla Narodu Polskiego nas jako naród i nas jako obywateli Państwa Polskiego zdradzają.

    - Tak poprzednie, jawnie antypolskie, głównie proniemieckie, a zarazem "totalna opozycja",
    - jak i aktualne - pozornie broniące polskiej racji stanu, ale z polskością mające niewiele wspólego, a jedynie ustanowione na zasadzie kryterium wyboru negatywnego - bo poprzednicy byli wyraźnie gorsi, zdradzający, kradnący, dopuszczający się tysięcy zbrodni i afer o których wszyscy wiedzieli, a dotąd pozostawali bezkarni.
    - aktualne, wykrzykujące na Majdanie banderowskie hasła i ogołacające polski skarbiec i polskie arsenały by zbroić ukraińską armię - już liczniejszą jak rosyjska i kilkakrotnie liczniejszą jak polska;
    - aktualne, które znacznie bardziej jak poprzednicy przyjmują do Polski Ukraińców już podobno 2 miliony, ale według danych niemieckich 6 (według tych danych, to i Polaków wyemigrowało nie 2 miliony a 8)


    "Z granicą przebiegającą od Białegostoku z wybrzuszeniem w stronę Zakopanego".

    Słuszna obserwacja (może tylko z dziurą na młodych, wykształconych, czyli Warszawę mocno zlewaczałą i zsudzoziemczałą) - to granica elektoratów PiS i PO+komuna.

    Różnice między tymi elektoratami są ideologiczne i na poziomie emocji. Te granice rzeczywiście nie są do zasypania na drodze dyskusji i argumentów racjonalnych.
    Jednak jest na to sposób. To otrzeźwienie.
    To stwierdzenie, że daliśmy się wrobić w podziały sztuczne, podpowiedziane, wręcz wmówione i "wprasowane" nam przez naszych wogów i ich media.
    To stwierdzenie, że nas otumaniono dla naszej zagłady, że już giniemy.

    Czy najazd wojsk amerykańskich będzie tym otrzeźwieniem?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY

więcej